14 lip 2017

Dermokonsultacje od Sylveco

W przerwie pomiędzy widokówkami z Rzymu, chciałam się podzielić z Wami moim, co prawda nie-najnowszym odkryciem, które dotyczy codziennej pielęgnacji. Konkretniej chodzi o darmowe dermokonsultacje Sylveco, w których miałam przyjemność tygodniu brać udział w tym tygodniu.

Już od dłuższego czasu staram się nie używać kosmetyków typowo drogeryjnych, a postawić na te z bardziej naturalnym składem.
Daleko szukać nie musiałam ponieważ na naszym podwórku jest dość bogaty wybór. A konkretniej mam na myśli firmę Sylveco produkującą także naturalne kosmetyki pod marką Vianek czy Biolaven. Firma polska, kosmetyki naturalne, ceny przystępne... czegóż moja dusza aspirująca do życia w zgodzie z filozofią slow life potrzebuje więcej?

Często w Internecie, na forach czy grupach można spotkać pytania cóż to takiego są te dermokonsultacje i z czym to się je, czy podczas spotkania bija gryzą i ile to kosztuje?

Na czym więc polegają deromokonsultacje?

Najprościej mówiąc - w wybranych punktach aptecznych czy drogeriach w różnych miastach Polski (lista aptek i innych punktów w których aktualnie odbywają się dermokonsultacje znajduje się na stronie producenta TUTAJ) organizowane jest coś w rodzaju pokazu, gdzie konsultantka na podstawie prostej analizy skóry dobiera kosmetyki z gamy Sylveco-Vianek-Biolaven.


Analiza ta odbywa się poprzez badanie skóry za pomocą specjalnego "pisaka". Wskaźnik określa ilość nawodnienia oraz natłuszczenia skóry twarzy.
Dzięki temu "badaniu" okazało się, że mam skórę suchą, choć całe życie byłam święcie przekonana, że jest mieszana ze wskazaniem na tłustą. Fakt ten całą moją pielęgnację przewrócił do góry nogami. Do tej pory stawiałam na ponieważ przesuszając i tak już suchą skórę, gruczoły produkowały sebum ze zwiększoną ilością, co rzeczywiście mogło dawać wrażenie przetłuszczania się mojej cery.

Ile to kosztuje?
Na dobrą sprawę to nic, ponieważ podczas dermokonsultacji, nie ma obowiązku kupowania czegokolwiek. Nawet jeśli jest się niezdecydowanym, pani konsultantka chętnie podrzuci kilka darmowych próbek, a nuż klientka po wypróbowaniu zdecyduje się na zakup pełnego produktu. Dodatkowo przy zakupie powyżej 50zł dorzucany jest drobny upominek w postaci dodatkowego kosmetyku - w tym miesiącu jest to tonik/mgiełka do twarzy Vianek. Co będzie w przyszłym? - czas pokaże. :)
Zaraz pewnie odezwą się głosy na temat sprytnej reklamy i wciskania kitu, więc ja powtórzę - nie chcesz, nie kupuj, ze sklepu wypuszczą Cię tak czy tak.
Czy kit? Mi kosmetyki Vianek służą. Służą nawet o wiele lepiej niż te rozreklaowane na pół świata. Dobrze dobrane nie wysuszają mnie, nie mam również uczucia ściągniętej skóry po oczyszczaniu.
Czy te kosmetyki są dla wszystkich? Na pewno nie. Jeśli masz uczulenie na naturalne składniki np. rumianek - musisz uważać na skład.
Czy dermokonsultacje są dla wszystkich? - z całą pewnością :)

Ruda Wredna

13 lip 2017

Rude zwiedzanie Rzymu cz. 3 - Muzeum Watykańskie i inne atrakcje

Jak to się stało, ze Ruda pojechała zwiedzać Rzym i co nieco o komunikacji w Rzymie: https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/06/rude-zwiedzanie-rzymu.html

Do części drugiej: https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/07/rude-zwiedzanie-rzymu-cz-2.html

A dzisiaj o zwiedzaniu Rzymu i Watykanu i dlaczego nie korzystaliśmy z wycieczek zorganizowanych.


Śmiem twierdzić, że głównym powodem dla którego nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie Rzymu z przewodnikiem jest fakt, że nie lubię być uzależniona od nikogo i niczego. Nie wyobrażam sobie też iść sznureczkiem za panią przewodnik, która pędzi pomiędzy ekspozycjami, bo płacą jej tylko za 2 godziny oprowadzania. A kolejna grupa czeka.
Poza tym, jeśli chodzi o sam Watykan, z tego co udało mi się dowiedzieć, decydując się na wykupienie wycieczki na miejscu, z przewodnikiem w języku polskim, jesteśmy "skazani" na konkretną godzinę (bodajże 13), która przynajmniej dla nas, była mało dogodna, bo w środku dnia - rano nic się nie zrobi, a po południu też lipa
To główne powody.
Kolejka do Muzeum Watykańskiego

Wyjątek od tej zasady chcieliśmy zrobić w Watykanie.
Według wujka Googla, Muzea Watykańskie najlepiej zwiedzić w poniedziałek, w godzinach przedpołudniowych, ponieważ według niego jest to najmniej oblegany czas (stan na kwiecień/maj 2017). I tak też zrobiliśmy. Gdy tylko wyszliśmy z metra na stacji Ottaviano, zostaliśmy zalani propozycjami zwiedzania Watykanu na zasadzie "skip the line", która polega na kupieniu biletu nie w kasie, a u certyfikowanego "przewodnika", tudzież przewodniczki, z którą to potem zwiedza się daną atrakcję, przy okazji nie stojąc w kolejce do kasy, a potem do wejścia. Brzmi spoko, szczególnie, że ów pani zaręczała nas, że kolejka to około 3 godzin oczekiwania.
Co prawda, w te trzy godziny nie chciało nam się wierzyć, ale gdy tylko pojawiliśmy się pod murem watykańskim, a ogonek turystów owijał się wokół niego kilka razy, nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że Gugiel nas oszukał, a pani nie.

Przerażona wizją stania w kolejce pytam się owej pani, ile przyjemność zwiedzania u niej kosztuje. 50 (!!!) ojrosów - odpowiada. Szczęka moja z hukiem upadła na ziemię, ponieważ wejście do Muzeum Watykańskiego to koszt 16. Trzy razy pytałam się czy na pewno. Trzy razy potwierdziła. W cenie pakietu za 50€ znajduje się:
- wejście do muzeum poza kolejnością
- przewodnika prowadzającego w języku angielskim
- zwiedzanie Kaplicy Sykstyńskiej
- zwiedzanie Bazyliki Świętego Piotra.
Wszystko fajnie, ale zarówno muzeum jak i kaplicę oraz bazylikę mam w cenie 16€. Rachunek jak dla mnie był prosty, choć możliwość ominięcia kolejki do kasy była bardzo kusząca, bo oczekiwanie tyle czasu w ogóle nie wchodziło w grę.
Podziękowaliśmy. Nawet nawoływanie za nami, że dostaniemy rabat 5€ nie zmieniło naszego zdania.
Śmialiśmy się, że pani ze zdjęcia nie doczekała się końca kolejki do muzeum

Polski akcent w Watykanie. Oryginał.

Cóż było robić? Postanowiliśmy zasięgnąć języka w jednym z punków informacji turystycznej. Okazało się, że istnieje możliwość wykupienia na kilka dni do przodu, wejściówki do muzeum z przewodnikiem aby ominąć kolejkę, po czym dostajemy swój bilet i idziemy w swoją stronę, bez deptania za panią. Opcja bardzo ciekawa, i o połowę tańsza. Zdecydowaliśmy się.
Czy było warto?
Moim zdaniem tak, jeśli ktoś nie chce tracić życia w ogonku, a nie decyduje się na wycieczkę zorganizowaną. Co więcej, kiedy "nasza przewodniczka" opuszczała muzeum, my byliśmy w połowie zwiedzania. A kwestia opisów? Ja jestem gorącą zwolenniczką audioprzewodników, które rozwiązują ten problem. :)

Wiem, że bilet do Muzeum Watykańskiego można kupić online, ale wiąże się to z opłatą dodatkową (od 2 do 4€) i nie zwalnia nas ze stania w kolejce do kasy z biletami kupionymi online.
Oficjalnie jest zakaz fotografowania w Kaplicy Sykstyńskiej


Powyższą sytuacje można odnieść do większości popularniejszych miejsc na mapie Rzymu - na przykład opisywany przeze mnie wcześniej pan spod Collosseum.



Co warto wiedzieć podczas zwiedzania muzeów w Rzymie:

- pytajcie się o zniżki. Naprawdę, jeśli chodzi o atrakcje turystyczne, w większości obowiązuje szereg zniżek i bonifikat - np. zniżka dla studentów na podstawie ważnej legitymacji studenckiej
zniżka dla nauczycieli - również na podstawie legitymacji
dla dzieci - te do 15 roku życia wstęp do niektórych punktów mają za darmo.
Super.

- sprawdźcie, czy w dniu w którym macie zamiar zwiedzić daną atrakcję jest ona czynna. My tak nacięliśmy się na Villa Borghese, która była zamknięta z powodu... Nie podali powodu. Zamknięte przez tydzień i już.

- nie ulegajcie pierwszej-lepszej osobie, która oferuje Wam za wielokrotność normalnego biletu cuda na kiju. Cudów nie będzie, ewentualnie kij. Rozejrzyjcie się, potargujcie.

- sprawdźcie godziny w których jest szansa na to, że dana atrakcja jest najmniej oblega. Najczęściej jest to zaraz po otwarciu i wieczorem.

- korzystajcie z audio-przewodników - wówczas zwiedzacie wszystko swoim tempem.

A gdy już będziecie pod Watykanem, serdecznie polecam lodziarnię Old Bridge Gelateria, gdzie podają najlepsze lody w całym Rzymie - do każdej wielkości można poprosić 3 smaki.
A pan z obsługi świetnie mówi po polsku. :)

6 lip 2017

Rude zwiedzanie Rzymu cz. 2

... czyli tym razem słów kilka na temat włoskiego zamiłowania do bałaganu, oczekiwaniu w kolejkach i naciągaczach.

Wcześniej o niedrogim mieszkaniu na tydzień oraz rzymskiej komunikacji miejskiej:
https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/06/rude-zwiedzanie-rzymu.html

Rzym jest brudny!

To była moja pierwsza myśl, gdy po przylocie, na drugi dzień wyszliśmy na miasto. I nie, nie jest to spowodowane ogromną rzeszą turystów, przepływającą przez miasto, ponieważ dotyczy to dzielnic (i ulic) gdzie nie ma wielu obcokrajowców.
Jest brudny, bo każdą, czasami i antyczną ścianę, zdobią "graffiti". Ale to nawet nie jest graffiti, tylko zwykłe maziaje.

W Rzymie nie ma trawników. Prawie cała przestrzeń użytkowa jest zabetonowana, a śmietniki stoją przy ulicach, nie w altankach. I chyba to jest problem, bo podczas naszego tygodniowego pobytu, kosze opróżnione były dwa (2) razy, gdy ich pojemność już dawno została przekroczona, więc cały ten odpad wysypywał się na ulice, a pędzony przez wiatr, przetaczał się na drugi koniec miasta.

Brak trawników wiąże się, moim zdaniem, z jeszcze jednym problemem, mianowicie: o ile sprzątanie psich kup (w Rzymie chyba prawie wszyscy mają psy!) nie stanowi problemu, to jednak zapach psich sików roznosi się po nagrzanych słońcem chodnikach.

Specjal prajz for ju maj frend

Przechodząc się ulicami Rzymu, nie sposób nie natknąć się na naciągaczy wszelkiej maści, którzy próbują wcisnąć nam kit. I kwiatki.
Na każdym rogu czekają na nas "ręcznie" robione, kenijskie słoniki i żółwie, pochodzące od (syna szwagra ciotecznego stryjka cioci Jadzi) ojca sprzedającego. Nietrudno się domyślić, że sprzedawany oszkliwiony gips, ma więcej wspólnego z Chinami niż z Kenią.

Hitem okazała się także pani naganiaczka, która zaoferowała nam specjalną cenę i tylko dla nas za zwiedzanie Watykanu na zasadzie skip the line (omiń kolejkę), która od tej "normalnej" (16€) była blisko 4 razy większa! Za osobę. Myślę, że szczegóły tej historii, to temat na oddzielny wpis. :)
Podobnie było z przesympatycznym Egipcjaninem sprzedającym wejściówki do Collosseum. Zapewniał nas, że kolejki są takie, że nie idzie wystać i za jedyne 35€, a że jesteśmy we trójkę to po 30€ wejdziemy do Collosseum, na Palatyn oraz Forum Romanum, z przewodnikiem i bez stania w kolejce. Super. Tylko bilet do tej atrakcji kosztuje 12. Tfu! Do wszystkich trzech łącznie. Z audio-przewodnikiem nie powinno wyjść więcej jak 15€.




+Bonus

Czyli dlaczego warto uczyć się języków.

To co dało naszej trójce sporo do myślenia, to fakt, że pomimo wielu turystów z Polski, w żadnym miejscu do którego się udaliśmy, W ŻADNYM!, nie było możliwości wykupienia audio-przewodnika w języku polskim. Dostępne języku to oczywiście włoski, potem angielski, hiszpański, niemiecki, francuski, i w niektórych miejscach japoński.
Nie wiem co o tym myśleć. Czyżby nasi rodacy nie przyjeżdżali zwiedzać? Czy może ograniczają się do uczestnictwa w zorganizowanych wycieczkach?


W dalszej części będzie o cenach w Rzymie, czy rzeczywiście są takie drogie i może co-nieco o jedzeniu oraz ulicznych produktach pierwszej potrzeby.

Do części trzeciej: https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/07/rude-zwiedzanie-rzymu-cz-3-muzeum-watykanskie.html
Ruda Wredna

4 lip 2017

Wy-kasz się w kuchni

"Wy-kasz się w kuchni", to druga po "Grochem o ścianę" pozycja z biedronkowej biblioteczki w którą się zaopatrzyłam. O ile ta pierwsza była nabytkiem zupełnie przypadkowym, to po "Wy-kasz..." latałam po Biedronkach celowo. (Tak naprawdę dorwałam ją w tej najbliższej mnie, schowaną za wszystkimi innymi).

Odżałowałam kolejne 25zł i w sumie ta pozycja niczym nie ustępuje grochowej.
Książka z tej samej serii, zdjęcia wykonane w podobnym klimacie (iStock, Shutter), kilka ciekawostek na temat kasz i ich rodzajów oraz ponad 220 stron przepisów na kasze. I nawet jeśli wykorzystujemy w niej strączkowe - przepisy nie powtarzają się.


W odróżnieniu do "Grochem o ścianę...", książka ta ma o wiele więcej niewegetariańskich pozycji, ale znajdą się też takie, w których nie wykorzystuje się mięsa, a nawet w ogóle bez użycia produktów pochodzenia zwierzęcego.
Oprócz przepisów na obiad i sporo sałatek, znaleźć tam można również zupy i desery.


Pralinki jaglane
Do wyboru mamy przepisy z kaszy jęczmiennej, jaglanej, gryczanej, bulgur, kuskus, kaszy manny, quinoa i kaszy kukurydzianej. No, jest w czym wybierać! :)


A dla tych, komu biedronka nie po drodze, pozycje dostępne są w księgarniach internetowych.

Ja jestem zadowolona z zakupu, a mój pan mąż został już poinformowany, że przez najbliższe pół roku będzie jadł kasze na zmianę z grochem. :)

Ruda Wredna

3 lip 2017

Co robić w czasie wolnym?

... czyli jak nie oszaleć na urlopie, gdy nie wyjeżdżasz i zostajesz w domu. Albo wyjeżdżasz i nie ma pogody. Albo Twój wyjazd ogranicza się do działki za miastem. :)


Nie umiem wypoczywać. To znaczy umiem, ale staram się to robić w aktywny sposób.
Problem w tym, że nie zawsze mój urlop pokłada się z urlopem znajomych, co powoduje to, że wszelkie wyjazdy, krótsze wycieczki czy spotkania w ciągu dnia - odpadają. A jako typ stadny człowieka, nie umiem sama wsiąść na rower i pognać w siną dal... To znaczy umiem, tylko po co?


Móżdżąc nad tym, w jaki sposób mogę ten czas zmarnotrawić, wszak moim zdaniem nie wszystko i nie zawsze musi mieć jakiś wyższy cel, zastanawiałam się, co z tą ilością wolnego zrobić.

Pierwsze, co mi przyszło do głowy:

1. Przeczytaj niedoczytane książki.

A jest ich trochę. Z racji wykonywanego zawodu, w ciągu roku stosy książek, które zaczęłam czytać, albo które chciałabym przeczytać i odczekują swoje na półkach, zostają przygniecione stosem.. obowiązków domowych i zawodowych. Teraz mam na to czas.

2. Naucz się szydełkować...

Akurat z tym nie mam problemów. ;) Teraz mam czas aby dokończyć niedokończone projekty. Hobby to też nie jest bardzo drogie, przynajmniej na początku, gdzie koszt najprostszego szydełka to 1,50zł, a włóczkę (co prawda sztuczną) można dostać za piątaka. Albo i mniej.
króliki na szydełku, szydełkowe kroliki

3. ...albo szyć.




Tu wypadam trochę gorzej. Z pomocą youtuba i prostymi wykrojami z Burdy jestem w stanie popełnić jakąś prostą narzutkę bądź obrobić materiał na obrus. Pod warunkiem, że nie pomagają mi w tym koty.

4. Zrób mini-remont.

O tak! Zastanawiałaś/łeś się, kiedy ostatnio odświeżałeś ściany w sypialni? Całkiem niedawno wpadł mi w oko "raport", w którym była mowa o tym, że bardzo rzadko odświeżamy mieszkania, a nawet najprostsza zmiana kolorystyki ścian przestrzeni w której żyjemy, wpływa na nas bardziej pozytywnie niż, co zaskakujące - nowa para butów czy torebka. Wiaderko farby to koszt około 60zł. Buty wychodzą drożej. :)

5. Ogarnij zawartość szaf i szafek.

Uwolnij się od starych i nienoszonych ubrań. Powyrzucaj garnki, które są przypalone lub dziurawe. Oddaj nieużywane szklanki i kubki. Pchnij dalej książki, których nie przeczytasz. Zyskasz w ten sposób więcej przestrzeni i spokój ducha.

6. Jest lato - zrób przetwory.

Nie dość, że pożyteczne, to i przyjemne. Pod warunkiem, że nic w kuchni nie wybuchnie. O zdrowiu i walorach smakowych nie wspominając.

7. Zacznij pisać bloga.

Jeśli tylko masz pomysł i coś potrafisz robić, czym chcesz się podzielić. Po co tracić czas na scrollowanie portalu społecznościowego albo zdjęć z kotami?
Nawet jeśli nie masz pomysłu - pisz dla siebie - trudno znaleźć coś podobnie absorbującego. Przy okazji możesz pogłębić swoją wiedzę na temat fotografii i poznać obsługę któregoś z programów graficznych.


A Wy jakie macie na zmarnowanie czasu wolnego? :)

Ruda Wredna

30 cze 2017

Rude zwiedzanie Rzymu cz.1

Słowem wstępu:

Jedziemy do Rzymu. Rzekł mój mąż któregoś zimowego popołudnia.
Spojrzałam się na niego jak na czubka, ponieważ dalej niż Zakopane rzadko kiedy się zapuszczamy. To znaczy zapuszczamy się, ale rzadko i na krótko.
Kiedy? - zapytałam, zastawiając się czy osobisty chłop mnie wkręca, czy mówi całkiem serio - u niego nigdy nie wiadomo.
- No na majówkę, kombinuj sobie wolne. W zasadzie, to już zabookowałem bilety.
- Samolotem?
- A czym? Na kocie?
Panika, kurtyna. W sumie, to mamy dwa koty, więc dałoby się...
I nie miałam wyjścia.

W tym wpisie nie chcę opisywać tego, co udało nam się zwiedzić w Rzymie (albo czego się nie udało i dlaczego), bo to każdy może sobie wygooglać. Nie jest to też przewodnik po Rzymie.
Nie napiszę też o tym, jak fajnie było w hotelu i hotelowym basenie, ponieważ nie było żadnego (na jedzenie musieliśmy polować sobie sami). Przed Państwem, podzielony na części wpis, o tym jak Ruda zwiedzała Rzym, bez grupki rozgadanych januszów* i galopującej przewodniczki oraz napiętego jak bęben grafiku checkpointów i paskudnego stołówkowego żarcia.

* specjalnie małą literą, i z całym szacunkiem, bo jak znam kilku Januszów, żaden z nich nie januszuje

Na pierwszy ogień idzie:

Zakwaterowanie

Ponieważ nie zdecydowaliśmy się na spanie pod mostem, zarezerwowaliśmy kwaterę na obrzeżach Rzymu na zasadzie Airbnb: to znaczy, że pan Francesco, mając wolne jedno z zapewne wielu mieszkań, wynajmuje je takim jak my, turystom z Koziej Wólki za złotówki - tak, płacimy w naszej walucie, zapewniając nam wszystkie dogodności - od łazienki z ręcznikami i przyborami, przez kuchnię z nie tak podstawowy wyposażeniem, po dostęp do Internetu w mieszkaniu.
Storna Airbnb ma jeszcze jedną ogromną zaletę (w sumie, to kilka):
po pierwsze, oferty są sprawdzone, 
po drugie, można sobie dobrać lokum pod własne upodobania, z windą lub bez, tv, łożem małżeńskim, balkonem, baldachimem, fajerwerkami, dziurą w podłodze, czy co tam sobie jeszcze dusza zapragnie,
po trzecie - na stronie dostępny jest, aktualizowany na bieżąco terminarz, w którym możemy zarezerwować sobie pobyt oraz gdzie od razu podane są ceny (różne w zależności od terminu, w którym decydujemy się na wyjazd).
po czwarte - ceny zmieniając się w zależności od tego, ile osób będzie korzystać z mieszkania.

Oczywiście, im więcej osób, tym wychodzi taniej "na głowę", dlatego warto zabrać na wyjazd znajomych. :)
Minusem - nie wiem, czy kolega tego nie odnotował, czy pan Francesco nabił nas w butelkę, ponieważ przy podpisywaniu umowy, skosił nas na 70 eurodudków za opłatę klimatyczną (no fakt, gdzieś na ścianie, pomiędzy zakazami i nakazami widniała jakaś informacja na temat takiej opłaty). Z całą pewnością stwierdzam, iż Włosi pobierają nauki od naszych rodzimych Górali.

Jeśli chodzi o lokalizację potencjalnego mieszkania, nasza z powodu kosztów wynajmu, była wybrana celowo z cala od centrum. Jak się okazało, dojazd do stacji Termini (stacja przesiadkowa, z której dojedzie się wszędzie) zajmował z 15 minut, więc heloooł... Mieszkanie w pobliżu linii metra (a w Rzymie są 2 działające i trzecia w budowie) rozwiązuje w zasadzie wszelkie problemy logistyczne. Do ścisłego centrum szybko się jedzie, a dalej z buta.

Dwuosobowa winda w bloku
Widna ta pomieści góra trzy osoby. Na wdechu. My musieliśmy jechać na raty, bo nie zmieściliśmy się tam z bagażami. Do tej pory zastanawiam się, w jaki sposób wprowadzają pianino na siódme piętro...

Komunikacja miejska w Rzymie.

Jak już o komunikacji mowa, od razu powiem, że ODRADZAM poruszanie się po tym pięknym, choć brudnym mieście swoim własnym samochodem. Szczególnie jeśli jest nowy i z salonu. Nie, jeśli w ogóle jest.
Przez cały nasz wyjazd, a byliśmy tydzień, na palcach obu rąk można było policzyć samochody, które nie były zarysowane lub obtłuczone.
Przepisy ruchu drogowego w Rzymie, są baaardzo umowne. Momentami zastanawiałam się, czy w ogóle są. Pasy na jezdni? Bez sensu. Przejście dla pieszych? To pieszy ma uważać.
Taka zagadka: z ilu pasów można skręcić w prawo?
Dla spragnionych adrenaliny polecam przejażdżkę taksówką - okazało się to być gorsze niż lot samolotem. Pan taksówkarz naoglądał się zbyt wiele filmów o driftingu, chciał poćwiczyć, rozumiem, ale beze mnie.



Przyjeżdżając do Rzymu po raz pierwszy, nie miałam pojęcia, że odchodząc 300 metrów (!!) od lotniska Ciampino, znajduje się miejski autobus, który w 40 minut dowiezie nas do Anagniny, skąd metrem dostaniemy się centrum miasta. (Googiel podpowiada linia 515, choć mi się wydaje, że jechaliśmy 700-coś)

Bilet jednorazowy kosztuje 1,5€ (ważny przez 100 minut od momentu skasowania).
Taksa to około 35€. Autobus lotniskowy bodajże od 4€ w górę. Miejski - 1,5€. Sami zdecydujcie czym chcecie dojechać.


Bilet miejski tygodniowy ważny jest do godziny 23:59 siódmego dnia od skasowania, kosztuje 24€.
To są grosze w porównaniu do cen warszawskich (zakładając stosunek euro do złotówki 1:1), ba, w Warszawie nie ma biletów tygodniowych. Trzydniowy, kosztuje 36zł. Pojeździjcie na nim przez tydzień. ;]
Ponieważ rzymskie bilety miejskie są ważne na autobusy, tramwaje, metro i kolejkę, spokojnie można dojechać nad samo morze, tym bardziej, że w Rzymie strefy biletowe w zasadzie nie istnieją. Metro, może nie jest pierwszej świeżości, ale da rade nim dojechać do praktycznie wszystkich ważniejszych zabytków w Rzymie. Co ciekawe, na trasie metro jest zarówno kolejką podziemną, jak i nadziemną.
Rzymskie metro może stare, ale jare

Jeśli dostaniemy się do centrum, do najważniejszych i najbardziej popularnych zabytków doczłapiemy się piechotą, odkrywając to, co nie zawsze znajdzie się w przewodnikach.

A, a skuterów wcale nie ma tak dużo.



O tambylcach, friendzie z Kenii, jedzeniu, pedałach, oczekiwaniu w kolejkach i innych osobliwościach, postaram się napisać w kolejnych wpisach. :)

...a do Rzymu z pewnością wrócę.

Do części drugiej:
https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/07/rude-zwiedzanie-rzymu-cz-2.html
i trzeciej:
https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/07/rude-zwiedzanie-rzymu-cz-3-muzeum-watykanskie.html
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

staty