3 paź 2017

Jak rozpoznać czubajkę kanie?

Ostatni tydzień września postanowił nas rozpieścić prawdziwie złoto-jesienną pogodą, a ja postanowiłam rozpieścić swoje zmysły popołudniem w lesie. Mnóstwo zapachów, szczególnie aromatu grzybów i mchu, brak zgiełku i ludzi oraz ciepłe podmuchy wiatru, spowodowały że moja głowa w końcu mogła naprawdę odpocząć...
Muszę przyznać, że do lasu nie poszłam zupełnie bezinteresownie, ponieważ spacer miał zahaczyć o miejsce, w którym rosną kanie.

Jak wyglądają kanie?

To pytanie nurtowało mnie od zawsze, a miejska (leśna?) legenda o tym, że kanie miałyby być podobne do śmiertelnie trującego muchomora sromotnikowego, spowodowała, że w moim odczuciu kania była grzybem podstępnym.

27 wrz 2017

Pasta warzywna Wawrzniec

W tym tygodniu stałam się ambasadorką kampanii past warzywnych Wawrzyniec. Ogólnie mówiąc, dosyć nieufnie podchodzę do tego typu wynalazków, ponieważ wychodzę z założenia, że zawsze lepiej ukręcić podobną pastę samemu, jednak nawał obowiązków i końcówka remontu skutecznie odcięła mnie od garów.

Paczka, która do mnie dotarła, zawierała cztery rodzaje past: pasta z grillowanego bakłażana, pasta  z suszonych pomidorów z żurawiną, pasta z ciecierzycą, pieprzem i czarnuszką, a także z grillowaną cukinią i curry. Póki co, miałam okazję spróbować dwóch pierwszych... i jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona, nie tylko składem past Wawrzyńca (o tym za chwilę) ale i ich smakiem.

19 wrz 2017

Czy zwracasz uwagę na rodzaj opakowania?

Powrót do pracy i przeciągający się w nieskończoność remont w kuchni, skutecznie ograniczyły mój czas spędzony przed komputerem do minimum. W zasadzie to do minimum minimum, dlatego przyznaję się bez bicia, że pomimo wielu pomysłów na wpisy, ciężko jest mi usiąść i wycisnąć z siebie to i owo. Ale do rzeczy.

Od pewnego czasu czytanie etykiet na opakowaniach produktów, które mają trafić potem do naszego garnka stało się narodowym hobby, co prawda kultywowanym nie przez całe społeczeństwo, ale z całą pewnością przez jego znaczną część. Nawet jeśli nie jesteśmy w stanie rozszyfrować wszystkich tajemniczych "e", to nawet podświadomie staramy się unikać tego, co zawiera w sobie syrop glukozowy, glutaminian sodu, a sama lista składników przeciąga się na 5 stron.

Zauważyłam również, że coraz częściej zwracamy uwagę na skład kosmetyków. O ile ich składy brzmią zupełnie zagadkowo, to krzyczące z etykietek "brak SLS / SLES / ADHD / PHP i C++" może powodować, że chętniej sięgniemy po ten konkretny produkt.

I o ile dwa powyższe zjawiska są bardzo na plus, to zauważyłam również, że niestety póki co, niewielką uwagę zwracamy na to, W CO te produkty są zapakowane. A przecież ma to również znaczenie nie tylko dla środowiska, ale i naszego samopoczucia. Choć mi samej daleko jest do zero waste'owego życia, to odwijanie i odpakowywanie miliarda folijek denerwuje mnie bardzo. Ani tego ponownie wykorzystać ani przerobić na kompost, ani spalić.
Co mnie tknęło do takich przemyśleń?
Zakupy.
A konkretniej namówiona przez wewnętrzne dziecko własnego małżonka kupiłam Nutella B-ready, która jest nowością na naszym rynku.
Dla tych, którzy nie spotkali się z tym "cudem" tłumaczę, że jest to odrobina Nutelli zamknięta w lekkim wafelku, za zawrotną kwotę 3-4zł. No ale jak chciał - kupiłam.

3 wrz 2017

Szydełkowy królik amigurumi

Pogoda w ostatnich dniach nie dopisuje w ogóle. Nadchodzącą jesień czuć wyraźnie w powietrzu. Chociaż deszczowa pogoda ma soje plusy ponieważ zmotywowała mnie do stworzenia szydełkowych królików, a ponieważ znajoma wyświadczyła mi pewną przysługę, oba króliki amigurumi pojechały w świat do jej córek. :)

Czym właściwie jest amigurumi? Myślę, że amigurumi można spokojnie nazwać sztuką tworzenia maskotek za pomocą szydełka czy drutów, która przywędrowała do nas z Japonii. Amigurumi najczęściej przedstawia maskotki-zwierzęta, ale równie dobrze może to być jakakolwiek rzecz, której nadaje się cechy zwierzęce.

amigurumi bunny, szydełko, szydełkowe króliki, amigurumi, królik na szydełku

28 sie 2017

Co zabrać na wyprawę rowerową?

Czyli praktyczne porady, co mi się przydało, a co nie, podczas wyprawy ze Świnoujścia na Hel.

Całość trasy, w zależności od licznika wyniosła około 455km. W tą odległość jest wliczone kilka nadprogramowych kilometrów po lesie czy obijanie do okolicznych Biedronek.
Czy zdecydowałabym się na podróż rowerową wzdłuż wybrzeża Bałtyku z małymi dziećmi? Myślę, że tak, pod warunkiem zmodyfikowania trasy w ten sposób aby uniknąć ruchliwych ulic, bez względu na to, czy dziecko podróż miałoby spędzać w foteliku, przyczepce, czy pedałując samemu.
Czy powtórzyłabym wyjazd? Bez zastanowienia. :)

1. Zakwaterowanie

Jeśli chodzi o noclegi, to w zdecydowanej większości nocowaliśmy na polach kempingowych, dlatego namiot jest tym, czego nie można zapomnieć. Zapomnieć można natomiast o swobodnym zarezerwowaniu kwatery na jedną noc, szczególnie jeśli jest to lipiec bądź jego przełom lub jeśli napomknie się mimochodem, że jest się rowerem. Jeśli się uda, to wyłącznie z powodu farta albo... farta.
Cena kempingów jest uzależniona od kilku czynników:
- im dalej na zachód, bliżej Świnoujścia, tym drożej, kempingi w zdecydowanej większości nastawione są na niemieckiego turystę.
- nawet jeśli kwota za rozbicie namiotu jest przyjemna, mniej przyjemnie jest, jeśli okazuje się, że pod prysznicem trzeba wrzucać monety żeby się umyć.
- podłączenie prądu - około 10zł
- opłat klimatyczna - w zależności od miejscowości, około 2-3zł za dobę.
Generalnie nigdy (poza dniem z ulewą) nie mieliśmy problemów ze znalezieniem miejsca na polu namiotowym, dlatego też nie robiliśmy żadnych rezerwacji. Gdzie padliśmy, tam robiliśmy obóz.
jak przygotować się na wyprawę rowerową, wyjazd na hel rowerem, wyprawa rowerowa ze świnoujścia
Rower z turbodoładowaniem
Patent, o którym nie miałam pojęcia, to cienka folia, którą można rozłożyć na namiocie aby uniknąć przemoczenia tropiku w przypadku intensywnych opadów. Minusem jest to, że w namiocie szybko robi się zaduch.

25 sie 2017

Ze Świnoujścia na Hel. Rowerowa trasa R10. Łeba - Hel

3. Jak dojechać rowerem ze Świnoujścia na Hel, odcinek Rowy - Łeba

Dzień 11. Łeba - Karwia (62km)

wyprawa rowerowa ze Świnoujścia na hel, łeba karwia

Link do pełnej mapy: https://www.endomondo.com/routes/989922737

Po zapasach w błocie, które odbyliśmy w drodze do Łeby, myśleliśmy, że gorzej już być nie może (po raz kolejny, ale to nieistotne ;) ). No i prawie się nie myliliśmy, ponieważ w Łebie sztormowa pogoda pokrzyżowała nasze plany wyrównania opalenizny (co najmniej głupio człowiek wygląda z prawą stroną bardziej [opaloną]), a pogoda ta utrzymywała się też w kolejnym dniu, czyli w dniu, w którym musieliśmy ruszyć. A ponieważ pora roku (środek sezonu) i zbliżający się weekend, zmusił nas do zakupienia biletów na drogę powrotną, coby w ogóle móc wejść do pociągu, bilet zarezerwowany był już na konkretną godzinę, co za tym idzie, żadne opóźnienia nie wchodziły w grę. Żadne. A tu psikus, i od rana pada, dlatego pierwsze pół godziny spędziliśmy na łebskiej stacji benzynowej, pijąc kawę i pompując oponki, czekając na to aż deszcz przejdzie (haha).
W tym miejscu pojawił się pierwszy (w dniu dzisiejszym, a nie wiem który w ogólnym rozrachunku) zgrzyt, i moja super-samo-naprawiająca-się dętka stwierdziła chyba że to guzik warte, i postanowiła sobie dać upust. Dosłownie i na amen. Tudzież kolejne pół godziny straciliśmy na zmianę jaśnie pani. A deszcz jak padał, tak zaczął padać bardziej....

Po wyjechaniu z Łeby (uff, udało się...), stadzie saren, dwóch żurawiach i zającu później, przejechawszy całe 10km, w okolicy miejscowości Sarbsk, okazało się, że jeśli dalej tak pójdzie, to cały nasz dobytek spłynie z deszczem. Czyli namioty, śpiwory, ciuchy. I tu dziękuję mojemu koledze, który polecił mi zakup sakw Crosso, ponieważ bez nich wszystko pewnie by pływało. A tak pływało tylko to, co w sakwach nie było, albo było w wodoodpornych, a nie wodoszczelnych, ale o różnicy między nimi - we wpisie podsumowującym.
wyprawa rowerowa ze Świnoujścia na hel
Zatrzymując się pod daszkiem mieliśmy dużo czasu na przemyślenia. I jedzenie. Jak się okazało, w restauracji Pod Siodłem, zjadłam najlepszą zupę kurkową w życiu. Także ten... są plusy! Zaopatrzyliśmy się też w gustowne trzewiki, ponieważ po bagnach Izdebskich została nam ostatnia para suchych butów. To znaczy małż miał, bo mi zostały wyłącznie sandały...
 A by dojechać do Helu, zostało jeszcze trochę...
Nie czekając już dłużej na słońce, którego nie było aż do następnego dnia, ruszyliśmy w dalszą drogę. Na szczęście prawie cała trasa przebiegała asfaltem, choć chcąc znów przechytrzyć system, na początku znowu zdaliśmy się na skrót, który poprowadził nas przez osady, które chyba nie miały pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak jakakolwiek nawierzchnia utwardzona, i gdzie kupy zwierząt gospodarskich w deszczu tworzyły sporych rozmiarów rwący potok przez środek wsi oraz las, w którym (niespodzianka!) również mieliśmy przyjemność się zgubić, z resztą tak samo jak googiel, który gubił się i znajdował drogi, których nie było.

Ponieważ zbliżała się godzina 18, a my mówiąc delikatnie byliśmy w d*pie, postanowiliśmy zadzwonić na jakikolwiek camping w Karwi, żeby ewentualnie dowiedzieć się, czy nas w ogóle przyjmą. We wszystkich dwóch zasugerowano nam delikatnie, że z powodu podtopień może być ciężko. D*pa do kwadratu. Serwis z ofertami kwater i pięć telefonów później udało nam się dodzwonić do przesympatycznej pani, która zgodziła się nas przyjąć na jedną noc. Co prawda nie były to ceny kempingowe, ale dodatkowo włączyła dla nas ogrzewanie, a nawet użyczyła suszarkę....
Tylko trzeba było dojechać. W strugach deszczu i bez hamulców, które skończyły się w Żarnowcu. Dlatego zapasowe klocki hamulcowe to jest to, co się bierze na dłuższy wyjazd rowerowy.
A poniższe zdjęcie jest świetnym podsumowaniem dnia 11.
Ciężko było - ależ skądże.

Dzień 12: Karwia - Hel! (52km)

Link do pełnej mapy: https://www.endomondo.com/routes/989923533

Ponieważ pogoda na ten dzień zapowiadała się przyjemnie, a mi po całej drodze w deszczu brakowało słońca i tego znienawidzonego piachu jak nie wiem, przed ruszeniem już na sam Hel, postanowiłam spędzić poranek na plaży. Byłam w szoku w jak zastraszającym tempie plaża potrafi obrodzić w parawany!
Jednym z punktów dnia było "zczekowanie" Gwiazdy Północy w Jastrzębiej Górze, to znaczy punktu w Polsce najbardziej wysuniętego na północ.
gwiazda północy, polska, jastrzębia góra
Przejechanie przez "Władka"...
...gdzie spotkaliśmy orygnalnego turystę rowerowego z Niemiec...
... i znaleźliśmy się na półwyspie.

Co fajne, przez cały półwysep helski prowadzi droga rowerowa bądź ciąg pieszo-rowerowy. Może miejscami daleko mu do ideału, ponieważ zbudowany jest z krzywych płyt bądź kostki, ale jest.
Droga rowerowa przy wyjeździe z Władysławowa
Droga rowerowa Władysławowo- Hel
Tak blisko, a tak daleko...
Dzień bez gofra dniem straconym, dlatego udaliśmy sie na podobno najlepsze gofry w Jastarni. Pomimo szczerych chęci, nie były najlepsze.

Jest, jest, jest, Hel! Początek Polski!
I sam ;cypelek":

Jako ciekawostkę przestawię jeszcze jednego uczestnika naszej wyprawy rowerowej. Bardzo żałuję, że nie uczestniczył w żadnych innych zdjęciach w celu udokumentowania swojej podróży, ponieważ zakupiony w Międzyzdrojach przeleżał gdzieś w bocznej kieszeni sakwy, wydobyty i nie wypity przedostatniego dnia.
Naszym odkryciem na Helu były jedne z wielu, ale nieliczne z tak pysznych lody naturalne Miło.Mi. Lody szpinakowe czy z marchewki nie są mi obce, ale przyznam się, że poniższe połączenia smakowe są mistrzowskie, gdzie gorzka czekolada jest naprawdę gorzka, a szpinak z bananem miesza się mistrzowsko.
Lody naturalne Miło. Mi, hel
Lody naturalne Miło. Mi
I cóż zostało więcej?
Prom z Helu do Gdyni.
20 minut aby dostać się na stację.
Obawa przed PKP - tym razem bezpodstawna, ponieważ nasze rowery jechały w luksusie, z resztą tak samo jak my.

I duma, że się udało na pół z pewnym niedosytem, który w przyszłym roku postaram się uzupełnić.
Ruda Wredna

21 sie 2017

Ze Świnoujścia na Hel. Rowerowa trasa R10. Rowy - Łeba

Ruda jedzie rowerem ze Świnoujścia na Hel: Świnoujście-Dąbki (Bobolin)
Ruda jedzie rowerem ze Świnoujścia na Hel: Dąbki (Bobolin)-Rowy

Dzień 9-10 Rowy - Łeba (50km) + niezliczone ilości błota.

Postanowiłam poświęcić odcinkowi Rowy-Łeba na trasie do Helu oddzielny wpis, ponieważ... działo się.
Link do powiększonej mapy rowerowej: https://www.endomondo.com/routes/987253507

Z Rowów udaliśmy się w stronę Słowińskiego Parku Narodowego, czyli dokładnie tam, gdzie nie do końca chcieliśmy jechać. Dlaczego? Polegając na naszym już niemałym doświadczeniu, nie ufaliśmy leśnym drogom i trasom przez nie poprowadzonym. Na szczęście jak się okazało nasze obawy były niesłuszne, przynajmniej do momentu gdzie powinniśmy odbić z R10.
Dla niezorientowanych dodam, że za babranie się w torfowisku zapłaciliśmy jeszcze po 6zł, bo tyle kosztuje wejście do Słowińskiego Parku Narodowego od strony Rowów.
Trasa przez SPN na wysokości Jeziora Gardno była bardzo przyjemna. Prowadziła nas po dosyć utwardzonej drodze, przy której ustawione były punkty "edukacyjne" oraz miejsca, gdzie można było usiąść, odpocząć i zjeść. Pierwszy przystanek zrobiliśmy przy Jeziorze Dołgie Małe.
dołgie małe, jezioro, słowiński park narodowy, r10, łeba, rowy, las
Jezioro Dołgie Małe
Kolejny - Dołgie Duże:)
dołgie duże, jezioro, słowiński park narodowy, r10, łeba, rowy, las
Jezioro Dołgie Duże
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

staty